strona w ciągłej rozbudowie
in build, eng. version is not available at this point ;((

Moja pracownia zajmuje się wieloma, na pozór rozbieżnymi technikami, od tych najbardziej skomplikowanych, do tych, które wymagają jedynie pędzla i pewnego… wyczucia w ręce

Warto by było zacząć od początku, od pierwszych rzeczy, których się uczyłem.

Można by tu przeskoczyć wiele lat wstecz, kiedy mając około 10 lat zająłem się rzemiosłem, w głównej mierze średniowiecznym. Wtedy po raz pierwszy zapragnąłem uczestniczyć w procesie tworzenia, choć jeszcze nie sztuki…

Sztuką szeroko pojętą zajmuję się od roku 2017. Wiem, nie umywa się to do tych którzy mają w logo „est 1950” itp… Ale na naukę poświęcam każdą możliwą chwilę, a moją wiedzę potwierdzi każda osoba, którą zanudziłem swoimi opowieściami o procesach chemicznych albo prawie lotniczym 😆
Pomyślałem, że najlepiej będzie jak zdjęciami przedstawię co ja właściwie robię i jak wygląda moje życie w studio, bo właściwie jest to już mój drugi, alternatywny świat.

CYJANOTYPIA

Czyli to co tygryski lubią najbardziej 😉
Zdecydowanie moja ulubiona technika, ta, od której zaczynałem, ta która często stanowi podłoże do czegoś znacznie większego. Nie pamiętam kiedy popadłem w głęboką miłość do błękitu pruskiego, ale wciągnął mnie w głębiny jak zdradziecko piękna syrena. Cyjanotypia to proces fotograficzny, wykorzystujący światłoczułe właściwości dwóch soli żelaza, najstarszy proces wynaleziony przez Annę Atkins. Mimo, że jest najprostszy ze wszystkich, to zawsze będę uważał, że jest po prostu najbardziej wyjątkowy. Kiedy widzę jak w ciągu sekund z arkusza papieru spływa zielonkawy roztwór a pojawia się ciemny głęboki błękit, przywodzący na myśl morskie głębiny… popadam w zachwyt, za każdym razem tak samo, dlatego to co robię jest wyjątkowe, nie jest jedynie pracą, jest uzależniającą miłością.

FOTOGRAF I FILOZOF

Jeszcze przed cyjanotypią zajmowałem się fotografią, zarówno cyfrową jak i analogową. Nauczyłem się korzystać z dobrodziejstw obu tych dziedzin i fotografem pozostałem, czuję, że zawsze nim będę. Częściej mówiłem jednak o sobie – fotografik, nie fotograf. Chyba dlatego, że już przed czasami filozofii przyświecało mi fotograficzne myślenie. Głębszy był podmiot niż złoty podział i inne, w moim odczuciu – bzdury. Zdjęcia, projektowanie, szkicowanie i myślenie – pisanie – to najbardziej artystyczne elementy układanki. Kiedy jestem już w pracowni, sklejam w całość, pracuję technicznie, dopracowuję, dopieszczam i TWORZĘ. Kiedy jestem poza studiem, trzymam w ręce aparat i notes – STWARZAM. Dla ciekawskich idę za Romanem Ingardenem. Polskim filozofem i fotografem. Od dawna uważam, że to najlepsza droga jaką mogłem obrać.

MALARZ, GRAFIK I OŁÓWEK

Nie potrafię rysować. Można by było pomyśleć, że to dość spora przeszkoda, zważywszy na to czym się zajmuję. Podejmowałem próby nauki, jednak, mocno nieudane 🤔
W końcu stwierdziłem, że nie ma sensu zmuszać się do robienia rzeczy, na które nie ma się ochoty. Zacząłem wypracowywać swój własny styl rysunku, malarstwa i w ogóle – prowadzenia ręki. Dlatego też skupiłem się na botanice, na owadach i flatarcie. Porzuciłem zbędną trójwymiarowość bo dotarło do mnie, że praca nad nią donikąd mnie nie zaprowadzi, jestem w końcu plakacistą… Tak powstała akwarela COLONY, bardzo się polubiłem z takim ręcznie malowanym plakatem i w tym momencie skupiam się na rozwijaniu go, choć ta forma jest dla mnie raczej hobbystyczna. Jak się jednak okazuje od ilustratora / grafikia – takiego jak ja, nie wymaga się aż tak dużych umiejętności, ostatnio więc mój rysunek skupia się na projektowaniu prostych grafik, patternów, wzorów itp. To sprawia mi największą przyjemność i nie muszę się zmuszać do robienia męczących mnie rzeczy.